Wiadomość o "pierwszym Rosjaninie w pierwszej Formule" trafiły wczoraj na czołówki wszystkich gazet od Moskwy do Władywostoku. Dziwne tylko, że pisały one zupełnie co innego niż zachodnie media, które twierdziły, że pomysł, aby zaangażować Pietrowa do Renault, ma związek z pieniędzmi, które w ramach sponsoringu mieliby wnieść do francuskiego teamu rosyjscy oligarchowie. Media donosiły, że Renault liczy już profity z zatrudnienia Pietrowa. Francuzi mieli na nim zarobić nawet 15 mln euro. Pojawiły się nawet nazwy potencjalnych reklamodawców - Gazprom i Sbierbank. A że na razie na bolidzie Kubicy nie ma jednak żadnych reklam? Na to też w świecie F1 znaleziono wytłumaczenie - kontrakty z rosyjskimi potentatami finansowymi są objęte ścisłą tajemnicą.