Asseco, choć bez kontuzjowanego środkowego (kłopoty z nogą) Ratko Vardy, wygrywało walkę pod tablicami (40:23), ale nie potrafiło przełożyć tej przewagi na zdobycz punktową. "Nie byliśmy odpowiednio skoncentrowani" - wyjaśniał po spotkaniu środkowy Adam Hrycaniuk.
"Tu nie chodzi tylko o to, kto ma lepszą piątkę, ważny jest każdy pojedynek "jeden na jeden", rywale to wygrywali" - powiedział trener Asseco Tomas Pacesas. Gdynianie rozpoczęli spotkanie nietypową piątką, bez gwiazd Davida Logana czy Qyntela Woodsa, z dublerami, którzy mieli udowodnić, że nie są gorsi od Amerykanów.
Gospodarze nie przestraszyli się ani dublerów, ani zawodników pierwszej piątki. Prowadzili od początku i tylko raz dali sobie odebrać przewagę, gdy Logan trafił zza linii 6,25 m i goście prowadzili 66:65.
W pierwszej kwarcie koszykarze Polonii aż ośmiokrotnie zdobywali punkty rzutami zza linii 6,25 m - a czterokrotnie ucyznił to Eddie Miller. Gdynianie odpowiadali tym samym, ale z mniejsza skutecznością. Przez siedem minut zawodnicy obydwu drużyn rzucali tylko za trzy punkty. Lepiej w tej taktyce radziła sobie Polonia, bo prowadziła 21:9.