Tak zarabiają porywacze sieciowych domen
2010-03-07 08:40:43

Kiedy 15 marca 1985 r. założono pierwszy adres internetowy Symbolics.com, nikt nie spodziewał się, że ćwierć wieku później nie tylko same domeny, ale też błędy ortograficzne popełnione przy wpisywaniu ich adresów będą tak dochodowym biznesem. Większość porywaczy korzysta z najłatwiejszego sposobu i rejestruje się w sieci reklamowej Google. Mechanizm wyszukiwarki automatycznie dodaje do prezentowanej na stronie listy wyników boksy reklamowe. Internauci nieświadomie wchodzą na porwane witryny, a pieniądze spływają na konto właściciela fałszywej domeny. Swoją prowizję od reklamodawcy otrzymuje także Google, w ubiegłym roku zarobił na tym prawie 500 milionów dolarów.

Czytaj dalej >>>

Ale typosquatting pojawia się nie tylko na rynku amerykańskim. Równie dobrze ma się w Polsce. W ślady Hama poszedł pewien sprzedawca opon spod Łodzi. Zapomnisz wpisać kropki po WWW w adresie Google.pl? Witamy na Opony.net, właśnie u Zajkiewicza nazywanego "królem domen". Ten 50-latek w ciągu kilku lat kupił, sprzedał i czasem także porzucił blisko 10 tys. adresów, a zarobił na tym co najmniej kilkaset tysięcy złotych. Zajkiewicz oprócz wymyślania i rejestrowania oryginalnych nazw domen skupuje też literówki, a większość z nich przekierowuje na stronę swojego sklepu.

Następna strona
Poprzednia strona
(3/5)