Kiszczak beznamiętnie wspomina, że terroryści z Abu Nidal Organisation (ANO) nie tylko odpoczywali i leczyli się w Polsce, ale także trenowali u nas przed kolejnymi zamachami i kupowali od Polski broń, z której zabijali pasażerów na lotniskach w Rzymie albo Wiedniu. Co więcej, szef MSW w rządzie Tadeusza Mazowieckiego nie ukrywa tego, iż proceder był kontynuowany w pierwszych latach niepodległości, zaś dziennikarze twierdzą, iż mają dowody na handel z terrorystami polską bronią do roku …2000. Nie są jasne motywy, dla których Czesław Kiszczak postanowił obwieścić te sensacje właśnie teraz. Niewykluczone, że to po prostu kwestia kompetencji i talentu dwóch świetnych dziennikarzy, którzy tę relację od niego wyciągnęli. A być może Kiszczak swoimi wspomnieniami chce się w jakiś sposób przyczynić do współczesnej światowej "wojny z terroryzmem"?
Co szczególnie ciekawe, kwestia współpracy komunistycznej Polski z terroryzmem pierwszy raz różni dwóch najważniejszych polityków tamtego czasu, dotąd maszerujących zawsze ramię w ramię: Kiszczaka i Jaruzelskiego.