A czy może pan obiecać, że przedstawiciele klubów, które dostają od was bilety za darmo, nie będą ich potem sprzedawać po 80 zł pod stadionem? Sam przed meczem z Bułgarami widziałem kilka takich osób. Przecież taki bilet może kupić każdy. Nawet chuligan z zakazem stadionowym. Doszły do nas sygnały o takich sytuacjach, ale co my możemy zrobić? Jesteśmy wielką piłkarską rodziną, więc przeznaczamy zawsze pewną pulę dla klubów. Na ten mecz było to niewiele, jakieś 50 biletów. Trudno nam kontrolować, co się z nimi dzieje. Nie mamy możliwości, żeby sprawdzić, czy ktoś poszedł na mecz, czy sprzedał swój bilet. Nie możecie za wszystko winić PZPN. Nie odpowiadamy za wszystko.
Ale za fakt, że na stadionie Polonii znalazł się cały sektor kibiców Legii, to jednak wy odpowiadacie. Na szczęście nie doszło do żadnych awantur, ale przez cały mecz musieliśmy słuchać obraźliwych haseł pod adresem PZPN, Polonii i ITI. Bilety można było kupić w kasach. Jeśli ktoś złożył zamówienie na 200 biletów, eleganckie, z numerami dowodów i danymi wszystkich tych ludzi, to przecież nie mogliśmy odmówić im sprzedaży. Myśli pan, że kręcilibyśmy bat na własny tyłek i wpuszczali kibiców, którzy obrażają PZPN? Przecież to szkodzi naszemu wizerunkowi. Na stadionie było mnóstwo dzieci, które musiały wysłuchiwać przekleństw.