Bernie Ecclestone, właściciel praw komercyjnych i nieformalny władca w F1, może zacierać ręce - od lat na świecie nie czekano na otwarcie sezonu z taką niecierpliwością. On i inne prominentne postacie tego sportu zrobiły wiele, żeby obronną ręką wyjść z kryzysu. Wiele wskazuje, że im się uda. Odpłynięcie kapitału kilku producent samochodów, które mogło oznaczać koniec tego sportu, jakimś cudem tchnęło w niego nowe życie. Gdyby bolid Hondy nadal brał udział w rywalizacji, być może nigdy nie doszłoby do powrotu Michaela Schumachera. Szef Hondy Ross Brawn w jeden sezon nie obrócił bankruta w mistrzowski Brawn GP, co zainspirowało Mercedesa do stworzenia niemieckiego dream teamu. Za kierownicą musiał usiąść Schumacher. "Czuję się jak dziecko czekające na gwiazdkę" - mówił w Bahrajnie siedmiokrotny mistrz świata, który ostatni raz ścigał się w 2006 roku.