
Alejandro Amenabar zapowiadał się jako zręczny spec od thrillerów i horrorów z ambicjami. Najpierw "Teza", potem "Otwórz oczy" przerobione później na hollywoodzką wersję, wreszcie "Inni" dowodziły jego warsztatowej sprawności, samoświadomości w żonglowaniu ogranymi środkami i przerabianiu ich na własną modłę. Już jednak oscarowe "W stronę morza" (2004) - opowiedziany prostymi środkami dramat człowieka walczącego o prawo do własnej śmierci - dowiodło, że Amenabar to ktoś więcej niż tylko sprawny kopista. Mało kto się jednak spodziewał, że reżyser w kolejnym filmie sięgnie do historii antycznej i za dość spory jak na Europę budżet 50 mln euro zrobi widowisko łączące hollywoodzki rozmach z przełamującymi stereotypy treściami.