Jego rozbiegany wzrok szukał odpowiedniego – przede wszystkim modnego – nakrycia głowy. Subiekci zamarli, a i obecny w sklepie reporter Faktu poczuł się odrobinę nieswojo. Wszak wiadomo, że gdy Tomek Kammel nie ma pewności, co ma sobie kupić, to lepiej zejść mu z drogi. Bo zaczyna niebezpiecznie przypominać szalonego kapelusznika z „Alicji w Krainie Czarów”.
Kammel nie czekał na pomoc przestraszonego personelu. Chwycił swoją wypielęgnowaną dłonią pierwszy z brzegu kapelusz i podbiegł do lustra. W jednej chwili całe napięcie zeszło ze stężałej twarzy gwiazdora. Nic bowiem tak nie poprawia Tomkowi humoru, jak jego własne odbicie.