Dziwne losy śledztwa ws. porwania Olewnika
2010-03-11 15:51:08

W aktach komisji jest anonim do ojca Krzysztofa - Włodzimierza Olewnika - mówiący, że auto z aktami "musiało zginąć". Padają w nim sugestie, że jeden z policjantów wziął za to pieniądze, i że gdyby dokumenty nie zginęły, zginąłby policjant. Samochodu nigdy nie udało się odnaleźć, akta musiały być odtwarzane.

Po dwóch-trzech tygodniach prowadzenia śledztwa, prokurator Dominice Suchan-Ziembińskiej odebrano sprawę i przekazano innemu prokuratorowi. Decyzje o zarzutach zostały uchylone, a śledztwo - umorzone. Nie pomogło nawet jego wznowienie na mocy decyzji Prokuratora Generalnego.

"Szkoda, że pani nie prowadziła tego śledztwa do końca. Być może nie musielibyśmy się tu dziś spotykać, może nie byłaby potrzebna komisja śledcza" - komentował jej zeznania szef komisji Marek Biernacki. "To twardy dowód ręcznego sterowania prokuraturą" - komentował wiceszef komisji Andrzej Dera (PiS). Efektem może być ponowne przesłuchanie szefa prokuratury rejonowej, który odebrał śledztwo Suchan-Ziembińskiej, a przekazał prok. Urszuli Mirończuk, która sprawę umorzyła po 3 miesiącach.

Następna strona
Poprzednia strona
(2/6)