Specjalne relacje z USA są elementarnym interesem Izraela, jego być albo nie być. Inaczej sprawy mają się w wypadku Ameryki. Państwo żydowskie nie jest jej potrzebne ani ze względów bezpieczeństwa, ani nawet do kontrolowania Bliskiego Wschodu. Przeciwnie, agresywna polityka Jerozolimy wobec Palestyńczyków zwraca kraje muzułmańskie przeciwko Waszyngtonowi. Podróżując po Bliskim Wschodzie, wielokrotnie słyszy się nieprzychylne komentarze wobec Stanów Zjednoczonych, nigdy nie są one jednak wymierzone w amerykańską kulturę czy społeczeństwo, ale w rządy – za ich proizraelskość. Szef centralnego dowództwa sił USA, a od ubiegłego tygodnia dowódca wojsk natowskich w Afganistanie, generał David Petraeus postrzega to jako problem strategiczny. – Antyamerykańskie resentymenty na Bliskim Wschodzie są nakręcane przez nasze faworyzowanie Izraela – powiedział.