Na co nam Izrael
Od końca zimnej wojny państwo żydowskie nie jest też potrzebne do kontrolowania prosowieckich krajów arabskich. Dziś w Iraku stacjonują armie amerykańskie, Egipt i Jordania mają przyjacielskie relacje z USA. Ankara jest ich bliskim sojusznikiem. Pozostaje Syria sprzymierzona z Iranem, ale do kontrolowania jej poczynań wystarczy Turcja. Ze strategicznego punktu widzenia Izrael nie jest zatem do niczego potrzebny, mimo to Ameryka pompuje w niego 3 mld dol. rocznie i wybacza mu wszystkie grzechy, nawet zbrodnie wojenne. Krytyka nigdy nie przeradza się w realne działania, na przykład głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ za sankcjami wobec Jerozolimy. Nie jest to już strategiczny interes, konieczność, a nawet element polityki wewnętrznej obliczonej na głosy wyborcze amerykańskich Żydów i poparcie żydowskiego lobby. Nie ma racjonalnego wytłumaczenia dla bezwarunkowego wspierania Izraela, skoro tak – w grę muszą wchodzić uczucia.